Menu

Grając żądłem na lirze

Człowiek, którego być może ktoś, kiedyś poetą nazwie o poezji i o świecie przez poezję mówi.

Wszystko

Wtrącenie

scorpjon

rwąca rzeka czasu
zastygła w blasku słońca
na chwilę
na moment
na  s z c z ę ś c i e

Nienasycone

scorpjon

piją moją lepką krew
sycą się z rozdarć w tkaninie skóry
i łapczywie siorbią prosząc o więcej
mrugają do mnie skrzydełkami
pewne siebie bo nie odpędzę ich od posiłku
nie śpieszą się nawet


ba!


delektować się pragną
nim osuszą do cna truchło
piją mą brudną posokę
najbrzydsze motyle

Odwrotnie

scorpjon

 

po złej stronie lustra przyszło żyć ludziom
z lewa na prawo
z góry na dół
z egzystencji w proch
nigdy na odwrót

zawsze do końca
zawsze we właściwym porządku
zawsze tak jak trzeba

wolałbym być po drugiej stronie tafli rzeczywistości
z prawa na lewo
z dołu w górę
z prochu w ogień
bym nie tylko ja był


odwrotnie

Brak

scorpjon

trzecia nad ranem w sobotę

niesprawiedliwym jest fakt iż 
liść oderwany od jesionu usycha
a człowiek w oderwaniu od Yggdrasila
przeżyje co najmniej całe życie

jeszcze bardziej niesprawiedliwe jest to że
jeśli liść odpadnie to pięknie zmieni barwę
a człowiek pozostanie ten sam

niesprawiedliwe jest to że
człowiek pozostanie bezbarwny

czwarta nad ranem w sobotę

 

Dzień Pański [29.10.2017]

scorpjon

 

 Samotność chyba jest wtedy gdy mieszkasz z kimś i z nim nie rozmawiasz. Obejmują Cię wtedy macki niezbyt wygodnej ciszy, której nawet nie można zagłuszyć puszczonym metalem na pełną parę, bo przecież Twój współlokator jeszcze śpi. A Ty mimo, iż mówisz o sobie, że jesteś totalnym dupkiem, bucem, penisem to nie spieprzysz mu niedzielnego poranka, bo taki nie jesteś. A przynajmniej masz nadzieję, że nie. Więc siedzisz przed laptopem, żresz swoją owsiankę, zerkasz na ulubiony kubek z kawą, jak gdyby w nim było Twoje zbawienie.

Tak zaczynasz Dzień Pański.

            Skoro kubek z kawą już został osuszony do samych obrzydliwych jak jesienna pogoda fusów, to można zacząć myśleć o wypełnieniu najbliższych dziesięciu godzin dnia. Spotify. November Rain Gunsów. Z jakiegoś powodu Cię to bawi u progu listopada, Twojego ulubionego miesiąca.

            Trzeba pozmywać po śniadaniu, na które złożył się kubek czarnej kawy i owsianka z torebki. Lubisz zmywać. Nie trzeba przy tym myśleć o niczym skomplikowanym. Wyłączasz się. Jedyne co skacze po Twoich synapsach to: „cholera, znowu za gorąca woda” albo „ta plamka nie chce zejść” i dalej „zjedźże franco z mojego kubka”. Teraz Simple Man w wykonaniu Lynyrd Skynyrd. To było ironiczne w tak bardzo przewidywalny sposób.

            Napisał kumpel. Stary, dobry przyjaciel. Chciałbyś móc mu napisać, że idziesz po niego, że jego dupsko ma być gotowe do wyjścia i to natychmiast. Ale on jest w domu. Ty nie. Brakuje tego zapełniacza weekendów. Wyjścia bez celu z przyjacielem. Globalna wioska. Świat nigdy nie był tak mały jak teraz. Gówno prawda.

            Musisz posłać łóżko. Scorpionsi. Wind of Change. Nie wiesz czemu, ale zaśmiałeś się. Wracasz do ścielenia. Uderza Cię najświętsza domowa mantra, którą powtarzał dziadek, a potem ojciec – jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz. Słowa dla Ciebie tyle święte, co nieprawdziwe. Dobrze wiesz, że wystarczy byś cholernie zmęczonym, by padając na materac zasnąć i się wyspać. A w czym jak w czym, ale w byciu zmęczonym jesteś najlepszy. Albo chociaż niezły. Znowu się zaśmiałeś, pozornie nie wiedząc z czego.

            Nie ma nawet trzynastej, a Ty już nie wiesz czym się zająć. Niedziela bez bliskich, a z obcym pod jednym dachem to okropność? Nie. Raczej irytacja. Coś jak natrętna mucha, która była na tyle cwana by wlecieć przez uchylone okno i równie głupia by nie umieć wylecieć. Jak to mucha. Na spacer nie pójdziesz, bo nijakość pogody odpycha Ciebie tak, jak odpychają się takie same bieguny dwóch magnesów.

            Więc zaspokajasz głód. Eskapada do wspólnej dla piętra kuchni to zawsze jakieś urozmaicenie. Lubisz być w kuchni. Lubisz stać przy garach. Szkoda, że to koniec miesiąca i nie masz z czego gotować. Ale nawet odgrzanie krokietów jest przyjemnością. Zresztą widok z okna w kuchni również jest przyjemny. Niekoniecznie ładny. Przyjemny. Szklane domy z betonu, znowu się cicho śmiejesz do siebie. Patrzysz na ludzi i pytasz siebie, czy oni też tak dużo myślą i o takich idiotyzmach jak Ty. Pewnie tak. Nie jesteśmy tak wyjątkowi jak byśmy chcieli.

            Powinieneś umyć pędzle po piątkowym malarstwie. I tak nie masz zbyt wiele do wyczyszczenia, bo nie dość, że spóźniłeś się dobrą godzinę, to tak nie chciało Ci się malować, że całe zajęcia zleciały na przerwie na kawę waniliową. Cholernie słodką kawę waniliową. Wracając do mycia pędzli. To kolejna przyjemna, bo bezmyślna czynność. Mógłbyś malować tylko po to by potem czyścić te pędzle. To chyba też jest ironiczne, panie artysto.

          Chciałbyś by był już poniedziałek. Poszedłbyś na wydział. Twój kochany wydział. Do ludzi równie zboczonych jak Ty. Malarzy, rzeźbiarzy, fotografów, grafików i podobnych Tobie – jeszcze niezdecydowanych. Lubisz być wśród nich, wśród „swoich”. Prawie jak w domu. Ale jeszcze tyle do tego poniedziałku.

Tak daleko do poniedziałku.

Może jestem

scorpjon

Poeta może być kłamcą
jeśli jego łgarstwa są gładkie
jeżeli je wypluwa z troską o każdą jedną głoskę

Poeta powinien być kłamcą
jeśli jego prawda jest nieatrakcyjna niewybuchowa niepodniecająca
jeżeli na jego prawdę nie ma popytu

Poeta jest kłamcą
a ja
tylko poetą

© Grając żądłem na lirze
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci